Jak Leszek z Janem Vincentem nad dobrem Rzeczpospolitej debatowali
Po wczorajszej debacie Jacek Rostowski – Leszek Balcerowicz o OFE, wielu zachodzi w głowy nad przemyśleniami owych finansowych mędrców, którym jak wiadomo na sercu najbardziej leży dobro i pomyślność Rzeczpospolitej. Czy to aby Leszek ma złotą receptę, czy może Jan Vincent sanacji gospodarczej winien być liderem. Ja natomiast proponuję lekcję najnowszej historii gospodarczej Polski dla tzw. “młodych, wykształconych, z dużych miast”
Wasz cudotwórca i geniusz gospodarczy, zbawca Polski i niepodważalny autorytet – Leszek Balcerowicz – był ministrem finansów na początku lat 90-tych. W Polsce pojawił się też w 1989 r., jako jeden z jego zachodnich doradców, nijaki Jan Vincent Rostowski, od 1995r profesor i dziekan Wydziału Ekonomii na Central European University w Budapeszcie związanego z Georgem Sorosem. I co takiego aplikują profesor Leszek i profesor Jan Vincent? Sztywny kurs złotego do dolara! Wprowadzają go na poziomie 9 500 zł za 1 USD. Kurs ten utrzymywano przez 17 miesięcy (początkowo mówiono jedynie o trzech miesiącach) aż do 16 maja 1991 r.
“I co z tego?!” – zapyta tzw. “młody, wykształcony” wychowany na Gazecie Wyborczej i TVN.
Ano, dodam że we wspomnianych latach stopy procentowe wyglądały diametralnie inaczej niż obecnie. Stopa nominalna banku centralnego w latach 89-91 wynosiła odpowiednio: 61,30% 103,80% 53,90%.
“Boszee, sorry… i o co kaman?!” – zakrzyknie tzw. “młody, wykształcony”. Ponieważ nie jest zbytnio “kumaty”, podam przykład a raczej case (tak żeby było nowocześnie), bo jak wiemy nowoczesna oświata opierać się winna głównie na case studies i testach. Oto więc “czysto hipotetyczny” przykład case:
Jest początek 1990r., a ja jestem rekinem międzynarodowej finansjery, nazywam się Rockefeller, Sachs, Soros czy jakoś tak podobnie. W pewnym środkowoeuropejskim kraju, który właśnie uwolnił się od komuny, mam na stanowisku ministra finansów wspomnianego profesora Leszka (a wśród jego doradców m.in. wspomnianego profesora Jana Vincenta). W wyniku ich działań jestem pewien że bank centralny Polski musi i wypłacić za każdego dolara 9 500 zł i odwrotnie, wiem też, że główna stopa procentowa w tym roku ustalona przez “profesorków” wynosi 103,80%. Inwestuję więc powiedzmy 1 miliard dolarów, kupuję za niego 9 500 miliardów starych złotych i deponuje je na lokacie bankowej w Polsce z oprocentowaniem 100% w skali roku. Nawet tzw. “młody, wykształcony” dojdzie do tego, że już na początku 1991r. mam już 19 000 miliardów złotych, które niniejszym wymieniam na dolary (oczywiście po stałym, zapewnionym przez profesorków kursie 9 500/1) co daje mi 2 miliardy dolarów. W ten właśnie sposób bezstresowo “zarobiłem” kolejny miliard dolarów.
Oczywiście rząd tego nieszczęśliwego kraju miał potem problemy kiedy ja i paru moich kumpli po fachu zrobiło podobnie. Polska miała problemy skąd wsiąść te miliardy dolarów dla mnie i moich kumpli. Szybko jednak pojawiła się “szansa” szybkiej sprzedaży za bezcen majątku narodowego zwana “prywatyzacją”, również szeroko rozpropagowaną przez wspomnianych “profesorków”. Do tego moi kumple z Banku Światowego dobrotliwie zaoferowali Polsce kolejne kredyty, a potem kolejne. W efekcie w 2011r. kraj ten jest już zadłużony na ponad 800 mld zł. Zgadnijcie u kogo? Tak! U moich kumpli po fachu. Co więcej, zgadnijcie kto jest ministrem finansów w Polsce kilkanaście lat po tym “złotym interesie”? Tak! Drugi z “profesorków” – Jan Vincent.
A teraz drogi tzw. “młody, wykształcony” jeśli pojawił się jakiś dyskomfort w Twoim świecie, czym prędzej zapomnij o tym co czytałeś i wróć do lektury Wyborczej, włącz TVN. Tamta rzeczywistość na pewno jest bardziej cool. Zabierz inteligentny głos w sprawie wczorajszej debaty telewizyjnej dwóch bohaterów tej opowiastki, którzy to usilnie spierali się w swych opiniach, które jak wiadomo na celu mają tylko i wyłącznie “dobro i prosperitę” Rzeczpospolitej oraz jej obywateli.