Skip to content

Jak Leszek z Janem Vincentem nad dobrem Rzeczpospolitej debatowali

22 marca 2011

Po wczorajszej debacie Jacek Rostowski – Leszek Balcerowicz o OFE, wielu zachodzi w głowy nad przemyśleniami owych finansowych mędrców, którym jak wiadomo na sercu najbardziej leży dobro i pomyślność Rzeczpospolitej. Czy to aby Leszek ma złotą receptę, czy może Jan Vincent sanacji gospodarczej winien być liderem. Ja natomiast proponuję lekcję najnowszej historii gospodarczej Polski dla tzw. „młodych, wykształconych, z dużych miast”

Wasz cudotwórca i geniusz gospodarczy, zbawca Polski i niepodważalny autorytet – Leszek Balcerowicz – był ministrem finansów na początku lat 90-tych. W Polsce pojawił się też w 1989 r., jako jeden z jego zachodnich doradców, nijaki Jan Vincent Rostowski, od 1995r profesor i dziekan Wydziału Ekonomii na Central European University w Budapeszcie związanego z Georgem Sorosem. I co takiego aplikują profesor Leszek i profesor Jan Vincent? Sztywny kurs złotego do dolara! Wprowadzają go na poziomie 9 500 zł za 1 USD. Kurs ten utrzymywano przez 17 miesięcy (początkowo mówiono jedynie o trzech miesiącach) aż do 16 maja 1991 r.

„I co z tego?!” – zapyta tzw. „młody, wykształcony” wychowany na Gazecie Wyborczej i TVN.

Ano, dodam że we wspomnianych latach stopy procentowe wyglądały diametralnie inaczej niż obecnie. Stopa nominalna banku centralnego w latach 89-91 wynosiła odpowiednio: 61,30%  103,80%  53,90%.

„Boszee, sorry… i o co kaman?!” – zakrzyknie tzw. „młody, wykształcony”. Ponieważ nie jest zbytnio „kumaty”, podam przykład a raczej case (tak żeby było nowocześnie), bo jak wiemy nowoczesna oświata opierać się winna głównie na case studies i testach. Oto więc „czysto hipotetyczny” przykład case:

Jest początek 1990r., a ja jestem rekinem międzynarodowej finansjery, nazywam się Rockefeller, Sachs, Soros czy jakoś tak podobnie. W pewnym środkowoeuropejskim kraju, który właśnie uwolnił się od komuny, mam na stanowisku ministra finansów wspomnianego profesora Leszka (a wśród jego doradców m.in. wspomnianego profesora Jana Vincenta). W wyniku ich działań jestem pewien że bank centralny Polski musi i wypłacić za każdego dolara 9 500 zł i odwrotnie, wiem też, że główna stopa procentowa w tym roku ustalona przez „profesorków” wynosi 103,80%. Inwestuję więc powiedzmy 1 miliard dolarów, kupuję za niego 9 500 miliardów starych złotych i deponuje je na lokacie bankowej w Polsce z oprocentowaniem 100% w skali roku. Nawet tzw. „młody, wykształcony” dojdzie do tego, że już na początku 1991r. mam już 19 000 miliardów złotych, które niniejszym wymieniam na dolary (oczywiście po stałym, zapewnionym przez profesorków kursie 9 500/1) co daje mi 2 miliardy dolarów. W ten właśnie sposób bezstresowo „zarobiłem” kolejny miliard dolarów.

Oczywiście rząd tego nieszczęśliwego kraju miał potem problemy kiedy ja i paru moich kumpli po fachu zrobiło podobnie. Polska miała problemy skąd wsiąść te miliardy dolarów dla mnie i moich kumpli. Szybko jednak pojawiła się „szansa” szybkiej sprzedaży za bezcen majątku narodowego zwana „prywatyzacją”, również szeroko rozpropagowaną przez wspomnianych „profesorków”. Do tego moi kumple z Banku Światowego dobrotliwie zaoferowali Polsce kolejne kredyty, a potem kolejne. W efekcie w 2011r. kraj ten jest już zadłużony na ponad 800 mld zł. Zgadnijcie u kogo? Tak! U moich kumpli po fachu. Co więcej, zgadnijcie kto jest ministrem finansów w Polsce kilkanaście lat po tym „złotym interesie”? Tak! Drugi z „profesorków” – Jan Vincent.

A teraz drogi tzw. „młody, wykształcony” jeśli pojawił się jakiś dyskomfort w Twoim świecie, czym prędzej zapomnij o tym co czytałeś i wróć do lektury Wyborczej, włącz TVN. Tamta rzeczywistość na pewno jest bardziej cool. Zabierz inteligentny głos w sprawie wczorajszej debaty telewizyjnej dwóch bohaterów tej opowiastki, którzy to usilnie spierali się w swych opiniach, które jak wiadomo na celu mają tylko i wyłącznie „dobro i prosperitę” Rzeczpospolitej oraz jej obywateli.

Żałoba według Wyborczej

14 kwietnia 2010

4 dni obłudnego żałobnictwa Gazety Wyborczej to maksimum. Od dziś zaczyna już swoją „robotę” – konflikt narodowy

Ileż można opłakiwać śmierć Prezydenta Polski w redakcji, która przez całą kadencję zajmowała się niszczeniem Jego postaci. Jakie niewygodne być musi dla prowadzących portal gazeta.pl publikowanie żałobnych zdjęć Lecha Kaczyńskiego, pod którymi nie mogą zamieścić komentarzy redakcyjnych takich jak wcześniej: “Nowy prezio. Przyznajemy mu dożywotni tytuł Uśmiech Dnia. Żeby nie było że dożywotnio jest tylko katolikiem. Tym samym kończymy cotygodniowy plebiscyt na najpiękniejszy uśmiech.”

Ulgę przynieść musi dzisiejsza jedynka GW i główny temat tych “żałobnych” dni na Czerskiej: “wielki konflikt” a raczej jego kreowanie. W anonimowym komentarzu na pierwszej stronie GW zajmuje się atakiem na decyzję o pochowaniu Państwa Kaczyńskich na Wawelu. Czytamy:

“Ta decyzja z pewnością Polaków podzieli… Pochówek na Wawelu powinien być wynikiem narodowej dyskusji i możliwie szerokiej społecznej zgody. Tak byłoby godnie i demokratycznie.”

Niestety w tej sprawie jasno już wypowiedziała się Rodzina oraz osoba której Katedra Wawelska podlega – kard. Dziwisz i decyzja zapadła. O zgrozo, nie zapytano o zdanie Adama Michnika! Nie wiem o jakiej narodowej dyskusji myślą autorzy. Może według nich należałoby parę prezydencką wstawić do kostnicy i przeprowadzić narodową dyskusję uwieńczoną ogólnopolskim referendum?! Czy wtedy byłoby “godnie i demokratycznie”?!

Szczyt manipulatorskiej przewrotności logicznej znajdujemy w ostatnim zdaniu:

“Szacunek dla tego bólu nakazuje stwierdzić, że żałoba narodowa nie jest dobrym czasem na podejmowanie takich decyzji.”

Autorzy nie przypomnieli już że żałoba narodowa trwa do pogrzebu. Jakim więc sposobem (zadowalającym redakcję Wyborczej) podjąć decyzję o miejscu pochówku po żałobie czyli po pogrzebie???

Wysiłku (niemożliwej) odpowiedzi na to pytanie, ani zauważenia kompletnego (celowego?) braku logiki a za razem bzdurności tego tekstu, nie zadały już sobie dziś ani media, ani obywatele. Dziś ten wykreowany konflikt to temat numer jeden. Żałoba narodowa nie trwała długo. Czy tak miała wyglądać nasza jedność po tej okropnej tragedii?! Nie dziwmy się więc, że za granicą już z niej kpią.

Łukaszenko już drży

10 marca 2010

Jak należało się spodziewać, Unia nie kiwnęła palcem w sprawie Polaków na Białorusi. Żadnych sankcji nie będzie

Belarus President takes part in bike show

Z tym kiwaniem to lekka przesada, gdyż Parlament Europejski obradował. W wyniku tych obrad przyjął nawet rezolucję, w której „potępił” ostatnie represje wobec mniejszości polskiej na Białorusi. PE nie wezwał do wznowienia sankcji wobec reżimu, ale tylko „zagroził, że dalsze łamanie praw człowieka może doprowadzić do wstrzymania polityki dialogu UE z Mińskiem”. Teraz Łukaszenko z pewnością przez następne noce nie zmruży ze stresu oka, a strach przed tą „groźbą” wprawi go w nie lada stres.

Unia stosuje i będzie pewnie nadal stosowała wobec Łukaszenki taktykę „marchewki i marchewki”. Tymczasem szef polskiego MSZ (prywatnie „kandydat na kandydata”) wybrał wobec Białorusi taktykę pokątnych spotkań. Z Aleksandrem Łukaszenką spotkał się zakulisowo w Kijowie podczas zaprzysiężenia nowego prezydenta Ukrainy. Aleksandr naobiecywał mu pewnie nie jedno, bo po tej pogawędce Sikorski radośnie ogłosił że „między Białorusią i Polską nie ma żadnych problemów”.

Wydaje się, że jedyną instytucją rządową na terenie Unii Europejskiej, która zdobyła się na nieco bardziej adekwatną reakcje wobec Łukaszenki, jest Rada Miasta Krakowa. Uznała ona Łukaszenkę za persona non grata, oskarżając o brutalne łamanie praw człowieka. Tym samym białoruski satrapa dołączył do „zacnego” grona „personae non gratae w Krakowie” gdzie znajduje się już inny Aleksander… Tak tak, Kwaśniewski oraz Marek Siwiec.

Swoją drogą ciekawą sprawą jest to, że Unia „potępia” nie uznawanie wyników wyborów na Białorusi a jednocześnie sama nie uznaje swoich referendów (jak miało to miejsce w Irlandii). Podczas dzisiejszego posiedzenia PE mówił o tym europoseł Daniel Hannan:

Forma a treść w UE

27 lutego 2010

Wczoraj przez media przetoczyła się fala oburzenia w związku z wystąpieniem eurodeputowanego Nigela Farage’a w Parlamencie Europejskim. Nikt z oburzonych nie zadał sobie minimum intelektualnego wysiłku aby odnieść się do treści (nie tylko formy) tego wystąpienia

Nigel Farage, wiceprzewodniczący frakcji Europa Wolności i Demokracji w Parlamencie Europejskim, w sposób zdecydowany i bardzo ostry zadawał pytania nowemu prezydentowi Unii Hermanowi Van Rompuyowi. Pytania szalenie istotne dla demokracji w UE. Nikt nie zwrócił na nie uwagi. Jedyne o czym poinformowały nas media to dość brutalne podsumowanie wyglądu i osobowości Van Rompuya. Farage powiedział mu wprost: „you have all the charisma of a damp rag and the appearance of a low-grade bank clerk”.

Wszyscy „inteligentni poligloci” w mediach podnieśli larum, że oto przyrównał go do „szmaty”. Informacja jakoby Farage porównał van Rompoya do mokrej szmaty jest błędem w tłumaczeniu. Owszem, Farage używa określenia „damp rag”, które w dosłownym przekładzie można tłumaczyć jako „wilgotna szmata”, jednakże w tym kontekście trzeba odczytać to jako idiom, slangowe określenie człowieka słabego, nieporadnego, fajtłapowatego. Czegoś co w j.polskim określa się mianem „ciepłe kluchy”. Jest to określenie również dość mocne, jednakże nie o aż tak negatywnym znaczeniu jak „mokra szmata”, które byłoby wulgaryzmem.

Było nie było, angielski przecież wszyscy znają (a na pewno tak im się wydaje), w świat poszedł łatwy do przyswojenia komunikat: ten Nigel Farage to cham i bydle! Również rodzimi poligloci i „autorytety moralne” z posłanką Senyszyn na czele, miały szanse wyrazić swe oburzenie w wieczornych dziennikach telewizji prywatnych i publicznej. Podsumowanie nastąpiło w programie dla polskiej ynteligencji, czyli w Szkle Kontaktowym, gdzie Farage został wyśmiany i przedstawiony jako wariat. Rodzimy ynteligent może sobie już śmiało zakodować co należy sądzić na temat tego eurodeputowanego, a wysłuchaniem i zrozumieniem całej jego wypowiedzi swej ynteligencji przemęczać nie musi. Czytelnik tego tekstu może to uczynić oglądając rzeczone wystąpienie powyżej.

Conservative Party Spring Conference

Zakładając że jest choćby w średnim stopniu inteligentny (przez „i” nie „y”) zdoła usłyszeć wyrażony przez Farage’a zawód co do postaci prezydenta UE, który ma być przywódcą politycznym prawie 500 mln obywateli UE i reprezentować ich na globalnej scenie politycznej, za co pobiera wynagrodzenie większe niż prezydent Obama. Ten ostatni tak bardzo był urzeczony wielkością i popularnością Van Rompoya, że ostanowił nie pojawić się na ostatnim szczycie UE-USA. Stąd też pytanie Who are you?! jest całkiem uzasadnione.

O wiele bardziej istotne jest kolejne proste pytanie postawione Van Rompuyowi: Who voted for you?! Jak wiemy urząd jaki piastuje powstał w wyniku przyjęcia Traktatu Lizbońskiego, który wcześniej był zwany Konstytucją Europejską (odrzuconą w demokratycznym referendum w Holandii i Francji). Po nazwaniu tego dokumentu Traktatem Lizbońskim, odrzucono go w demokratycznym referendum w Irlandii, które z kolei (jakże demokratycznie) było powtórzone do otrzymania wymaganego skutku. Następnie nie odbywały się już żadne wybory tylko Van Romuy został namaszczony na tę funkcje w sposób równie demokratyczny (o czym pisałem wcześniej). Farage wspomina też o fakcie iż nie istnieje żaden mechanizm, którym obywatele mogliby usunąć Van Rompuya ze stanowiska. Jest to chyba szalenie istotna kwestia dotycząca demokracji w UE.

Farage zarzucił nienawiść do samej koncepcji państwa narodowego, tłumacząc to sobie tym, że Van Rompuy pochodzi z Belgii, która według niego praktycznie nie istnieje. Tutaj również nieco przesadził, jednak każdy znający sytuacje polityczną Belgii (mocne tendencje separatystyczne i to że ostatnio nie było tam rządu przez 9 miesięcy) może przyznać mu częściową rację. I znów przekaz medialny ograniczył się do prostego komunikatu: ten Farage podważa państwowość Belgii! Istotna kwestia koncepcji państw narodowych w Unii Europejskiej pozostała niezauważona.

Nie twierdzę iż wystąpienie Farage’a było miłe, przyjemne i zgodne z gładkimi standardami debaty w Parlamencie Europejskim. Uważam natomiast że poruszył on szalenie istotne kwestie dotyczące mechanizmów (zwanych demokratycznymi) funkcjonowania Unii. O wiele bardziej oburzająca była riposta przywódcy socjalistów Martina Schultza, który zrugał Jerzego Buzka za dopuszczenie do wypowiedzi Farage’a i wprost stwierdził że „krytykowanie Przewodniczącego Rady Europy jest nieakceptowalne!”. Ot, demokracja.

Nigel Farage tłumaczył w programie BBC: Nie jestem dyplomatą, tylko parlamentarzystą, który ma reprezentować interesy swoich wyborców. Nie można mu tego odmówić, mimo iż nie robi tego w sposób lekki, łatwy i przyjemny. W jego rodzinnym kraju nawet publicysta lewicowego Guardiana stwierdził, że opinia Farage’a o Van Rompuyu „była nieuprzejma ale prawdziwa”.

Farage reprezentuje sporą grupę Brytyjczyków, która go wybrała. Jego partia uzyskała 16,8% (2,7 mln) głosów w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego. Nie można więc zabronić mu wyrażania wątpliwości i obaw jego wyborców co do funkcjonowania Unii Europejskiej. Obaw będących całkiem na czasie, gdy przypomnimy chociażby casus z ostatnich dni, kiedy to decyzja Trybunału Europejskiego pogwałciła brytyjskie prawo.

Trybunału Europejski nakazał przyznanie nielegalnej imigrantce mieszkania i pełnej opieki socjalnej. Nielegalna emigrantka to jak sama nazwa wskazuje osoba łamiąca prawo kraju w którym przebywa. Logicznym wydaje się być fakt że nie jest uprawniona do socjału. Instytucja UE twierdzi jednak inaczej. Ciekawe jaki wpływ będzie miał ten przypadek na budżet W. Brytanii, gdyż teraz jej podatnicy będą chyba musieli zapewniać mieszkanie i zasiłek każdej osobie nielegalnie przebywającej w ich kraju. (reportaż na ten temat tutaj)

Wypowiedzi Nigela Farage’a są zdecydowanie szorstkie i dla wielu nieprzyjemne. Nie powinno się jednak traktować ich autora jak oszołoma, tak jak uczyniły to polskie media. Porusza on bowiem istotne kwestie dotyczące UE. A to że wierchuszka Unii go nie znosi, wcale nie dziwi, ma on bowiem odwagę by przypomnieć im ich komunistyczne życiorysy:

Słono zapłacimy klimatycznym terrorystom

11 grudnia 2009

Polska została zmuszona by wydać 92 mld euro do 2030 r. na redukcję emisji dwutlenku węgla, mimo że nasz kraj ma ujemną emisję CO2 do globalnej atmosfery

Climate Change And Global Pollution To Be Discussed At Copenhagen Summit

Terror eko-oszołomów pozbawi nasz budżet kwoty za którą można by zbudować 50 tysięcy kilometrów autostrad. A dla porównania wszystkie unijne dotacje dla Polski w latach 2007 – 2013 to około 80 mld euro. Powstaje pytanie: za co ten haracz? Tutaj chór klimatycznych terrorystów wykrzyczy nam jak bardzo Polska zanieczyszcza globalną atmosferę dwutlenkiem węgla. Przez ten wrzask nie przebiją się ani argumenty naukowe ani liczby. A warto je znać.

Dlaczego Polska jest zmuszana do kupowania praw do emisji CO2, skoro więcej go pochłania niż produkuje? Powierzchnia Polski to 31 190 400 ha z czego 28,9% to powierzchnie leśne. Powierzchnia lasów to aż 9 014 026 ha. Średnioroczna akumulacja CO2 przez 1ha lasu sosnowego (takie dominują w Polsce) to 30 ton CO2, a niektóre źródła podają ,że jest to 150-250 ton! Zatem akumulacja CO2 przez polskie lasy (dla 30 ton CO2 rocznie) to 270 420 768 ton CO2. Zaś emisja CO2 przez Polskę w 2008 r. wyniosła 207 200 000 ton CO2. Więc ZLIKWIDOWALIŚMY 63 220 768 ton CO2 z atmosfery! Co więcej, w wyliczeniu wzięto pod uwagę same lasy, a przecież tereny rolne i zieleń w miastach też pochłaniają CO2!

Niestety argumenty naukowe nie mogę trafić do niedouczonych eko-oszołomów. Wczoraj sieć Climate Action Network (CAN) skupiająca ponad 450 organizacji pozarządowych z całego świata przyznała w Kopenhadze tzw. „Skamielinę Dnia” właśnie Polsce. Jest to krytyka za zarzucane nam blokowanie podniesienia przez Unię Europejską docelowej redukcji emisji CO2 z 20 proc. do 30 proc.

Wszelka rzeczowa dyskusja z eko-terrorem nie jest możliwa. Szkoda już nawet przypominać, że przecież emisja przez człowieka stanowi ledwo 1% CO2 w atmosferze. Masa całego CO2 w atmosferze Ziemi to (3 000 gigaton), 3×1015 kg, a roczna emisja przez całą ludzkość to 30 mld ton (3×1013 kg) czyli 1%. Właśnie dla tego jednego procenta będziemy zarzynać gospodarkę. Ale nie ma się czym przejmować; na wykup praw emisyjnych dostaniemy z pewnścia „preferencyjne” kredyty, tak abyśmy się czasem nie zerwali ze smyczy Banku Światowego.

Irańscy studenci: Śmierć dyktatorowi!

8 grudnia 2009

Tysiące studentów protestujących przeciwko prezydentowi Mahmudowi Ahmadineżadowi walczy na ulicach Teheranu z policją i muzułmańską milicją Basidżi

Opposition holds massive rally outside Tehran University in Iran

Władze ostrzegły w ubiegłym tygodniu iż demonstracje beż pozwoleń będą uważane za „nielegalne” i tłumione. Przywódca irańskiej pozycji, kontrkandydat Ahmadineżada w wyborach prezydenckich Mir-Hosejn Musawi, napisał w internetowym przesłaniu do studentów, że władze nie będą w stanie stłumić protestów.

Demonstracje zorganizowano z okazji Dnia Studenta, który upamiętnia również zabójstwo 3 studentów Uniwersytety Teheranskiego podczas demonstracji w 1953 przeciwko Szachowi Pahlaviemu. Dziś stały się okazją do wystąpień przeciwko Ahmadineżadowi. Wśród sloganów dało się usłyszeć: „Co się stało z kasą z ropy, czy poszła na Basidżi”, „Nasze przekleństwo, nasz wstyd, nasz niekompetentny przywódca” oraz „Śmierć dyktatorowi!” (więcej filmów z demonstracji tutaj)

Już w ubiegłych tygodniach, wielu studentów zostało aresztowanych lub wydalonych z uniwesytetów. W mieście wyłączono przekaźniki telefonii komórkowej, aby demonstranci nie mogli się między sobą porozumiewać. Zagraniczni dziennikarze nie mogą bezpośrednio relacjonować starć, gdyż władze na 48 godzin unieważniły ich akredytacje. No ale jest przecież Twitter.

Ciekawe czy wśród protestujących znalazł się jakiś następca Kermita Roosvelta, a jeśli tak to jakimi kwotami dysonował tym razem..?

Jeszcze o Cathie Ashton

2 grudnia 2009

Eurodeputowany Nigel Farage ujawnił w Parlamencie Europejskim kilka kolejnych faktów z życiorysu Catherine Ashton – nowej szefowej unijnej dyplomacji. Buzek go uciszał, nie potrafił jednak powiedzieć dlaczego

Farange w błyskotliwy sposób mówi to co każdy świadomy obywatel Unii Europejskiej powinien wiedzieć, ale czego mówić nie należy. Nie należy jeśli chce się „być Europejczykiem” a nie jakimś „zaściankowym oszołomem”. O Pani Ashton wspominałem już wcześniej (o jej przeszłości pisała też Rzeczospolita), teraz posłuchajmy europosła Farage’a (o ile pozwoli nam Jerzy Buzek):